<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>HOWL Kulturalny Skowyt</title>
	<atom:link href="http://howl.org.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://howl.org.pl</link>
	<description>Kolejna witryna oparta na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Feb 2012 08:21:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>HOWL poleca&#8230; The Uninvited (1944)</title>
		<link>http://howl.org.pl/?p=172</link>
		<comments>http://howl.org.pl/?p=172#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:08:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://howl.org.pl/?p=172</guid>
		<description><![CDATA[Pewnego dnia, przeglądając niekończące się zasoby Wszechpotężnego Internetu, natrafiłem na artykuł autorstwa niejakiego Martina Scorsese, w którym to tekście Autor (wielka litera jak najbardziej zasłużona, w końcu to Doktor Honoris Causa łódzkiej Szkoły Filmowej) wymienia listę 11 najstraszniejszych jego zdaniem horrorów wszechczasów. Wzbudziło to oczywiste zainteresowanie, tym bardziej, że moja pamięć nie potrafi przypomnieć sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-173" title="Źródło: www.google.pl" src="http://howl.org.pl/wp-content/uploads/2012/01/220px-Theuninvitedposter-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" />Pewnego dnia, przeglądając niekończące się zasoby Wszechpotężnego Internetu, natrafiłem na artykuł autorstwa niejakiego Martina Scorsese, w którym to tekście Autor (wielka litera jak najbardziej zasłużona, w końcu to Doktor Honoris Causa łódzkiej Szkoły Filmowej) wymienia listę 11 najstraszniejszych jego zdaniem horrorów wszechczasów. Wzbudziło to oczywiste zainteresowanie, tym bardziej, że moja pamięć nie potrafi przypomnieć sobie żadnego filmu grozy zrealizowanego przez Amerykanina. Kojarzony głównie z kinem gangsterskim Scorsese &#8222;wziął na warsztat&#8221; nie-takie-znowu-oczywiste obrazy, które mogą być szerszej widowni nie do końca znane.<span id="more-172"></span></p>
<p>Wśród nich są &#8211; rzecz jasna &#8211; rzeczy popularne i do dzisiaj straszące kinomaniaków (lub też &#8222;zwykłych&#8221; widzów), takie jak <em>Lśnienie</em> Stanley&#8217;a Kubricka, <em>Egzorcysta</em> Williama Friedkina czy <em>Psychoza</em> Alfreda Hitchcocka (odpowiednio miejsca 7.,8. i 11.). Moją uwagę zwróciły jednak pozostałe dzieła. Myślę, że z oczywistych względów &#8211; w końcu filmoznawczej wiedzy nigdy za wiele. Miejsce 3. w szanownym rankingu zajął film Lewisa Allena &#8222;The Uninvited&#8221; z 1944 roku. Czym sobie zasłużył na obecność na liście? Ano tym, że prawdopodobnie jako pierwszy z hollywoodzkich filmów potraktował kwestię duchów z właściwą filmom grozy powagą.</p>
<p>Angielskie wybrzeże. Malowniczy dom, na który przypadkowo natrafia &#8211; i ostatecznie nabywa &#8211; rodzeństwo Fitzgeraldów okazuje się nawiedzony. Od tego miejsca zaczynają się próby wyjaśnienia zagadki posiadłości, która w końcu prowadzi do zaskakujących wniosków. Myślę, że nie ma sensu wyjaśniać Czytelnikom szczegółów fabuły, zwłaszcza, że moją intencją jest przede wszystkim zwrócenie uwagi na ww. obraz oraz zachęcenie do uważnej jego lektury.</p>
<p>Reklamowany jako &#8222;mystery romance&#8221;, rzeczywiście posiada w sobie elementy rozwijającego się wówczas kina grozy oraz tradycyjnego melodramatu (wątek romansu pomiędzy głównym bohaterem, Rickiem Fitzgeraldem, a Stellą, wnuczką poprzedniego właściciela domu). Zadziwiające jest wyłącznie to, jak łatwo przyszło twórcom filmu &#8222;rozbicie&#8221; atmosfery niepokoju i niepewności poprzez takie zabiegi jak frywolna muzyka czy absurdalne rozwiązania fabularne (bohater rzuca w ducha świecznikiem, po czym zjawa&#8230; bezpowrotnie znika). Nie zmienia to jednak faktu, że motyw nawiedzonej posiadłości umiejscowić można w kategoriach awangardy klasycznego kina Hollywoodu, a motywy tajemniczych kobiecych jęków czy gasnących świec na stałe wpisały się w świadomość filmowych twórców.</p>
<p>Co ciekawe, pierwotnie w filmie duchy miały nie być widoczne, ale wytwórnia Paramount &#8211; już w trakcie post-produkcji &#8211; zdecydowała się dodać kilka ujęć zjawy. Jak się wydaje, słusznie, gdyż dzięki temu paranormalne zjawiska na stałe zagościły (w sposób jawny) na ekranach kin.</p>
<p>Dodam tylko, że Charles Lang, Jr. został za film nominowany do Oscara w kategorii Najlepsze Zdjęcia.</p>
<p>PS. Komuś może wydać się dziwne, że zacząłem od numeru 3. na liście (nie ukrywam bowiem, że chętnie wspomnę o pozostałych filmach), ale z całą szczerością przyznaję, że był to pierwszy obraz (pomijając wspomniane przeze mnie trzy klasyki), który zdołałem obejrzeć. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;">Michał Wężyk</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://howl.org.pl/?feed=rss2&#038;p=172</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolejny cykl artykułów&#8230;</title>
		<link>http://howl.org.pl/?p=168</link>
		<comments>http://howl.org.pl/?p=168#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 12:44:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://howl.org.pl/?p=168</guid>
		<description><![CDATA[Drodzy Czytelnicy! Jak przystało na portal o określonym profilu, grzechem byłoby niepodzielenie się w Wami naszymi preferencjami kulturalnymi. Formą zachęty do sięgnięcia po określoną płytę lub też film będzie nowy cykl artykułów, zatytułowany po prostu &#8222;HOWL poleca&#8230;&#8221;. Co najważniejsze, nie będzie on ograniczony jakimikolwiek ramami czasowymi. Uważamy bowiem, iż cała historia sztuki filmowej i/lub muzyki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Drodzy Czytelnicy!</p>
<p>Jak przystało na portal o określonym profilu, grzechem byłoby niepodzielenie się w Wami naszymi preferencjami kulturalnymi. Formą zachęty do sięgnięcia po określoną płytę lub też film będzie nowy cykl artykułów, zatytułowany po prostu &#8222;HOWL poleca&#8230;&#8221;.</p>
<p>Co najważniejsze, nie będzie on ograniczony jakimikolwiek ramami czasowymi. Uważamy bowiem, iż cała historia sztuki filmowej i/lub muzyki rozrywkowej godna jest uwagi, a wyciągnięcie z odmętów niepamięci jakiegoś dzieła kulturalnego sprzed &#8211; powiedzmy &#8211; 50 lat żadnej ujmy nie przynosi. Dlatego też, Drodzy Czytelnicy, na łamach ww. cyklu możecie się spodziewać zarówno mało znanego filmu grozy z lat 40. ubiegłego wieku, jak i najnowszej płyty Marilyn Mansona. O ile oczywiście uznamy, iż są one warte wspomnienia.</p>
<p>To czysty subiektywizm. Tylko i wyłącznie.</p>
<p style="text-align: right;">Redakcja</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://howl.org.pl/?feed=rss2&#038;p=168</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Oscarowe nominacje &#8211; autorski komentarz</title>
		<link>http://howl.org.pl/?p=164</link>
		<comments>http://howl.org.pl/?p=164#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 13:36:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://howl.org.pl/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[Jak co roku Oscarowe nominacje wzbudziły zainteresowanie ludzi ze świata filmu i przeciętnych zjadaczy filmowego chleba i jak co roku właściwie niczym nie zaskoczyły. Filmy, które uznawano za nominacyjnych pewniaków odebrały swój kawałek tortu. O ile Artysta Michela Hazanaviciusa, czy Spadkobiercy Alexandra Payne’a typowane były w gronie faworytów, to już 11 nominacji dla Hugo i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-165" title="Źródło: www.interia.pl" src="http://howl.org.pl/wp-content/uploads/2012/01/images.jpg" alt="" width="275" height="183" />Jak co roku Oscarowe nominacje wzbudziły zainteresowanie ludzi ze świata filmu i przeciętnych zjadaczy filmowego chleba i jak co roku właściwie niczym nie zaskoczyły. Filmy, które uznawano za nominacyjnych pewniaków odebrały swój kawałek tortu. O ile <strong><em>Artysta </em></strong>Michela Hazanaviciusa, czy <strong><em>Spadkobiercy </em></strong>Alexandra Payne’a typowane były w gronie faworytów, to już 11 nominacji dla <strong><em>Hugo i jego wynalazku </em></strong>Martina Scorsese można uznać za pewnego rodzaju niespodziankę. Ponadto potwierdziły się przypuszczenia, że zupełnie zignorowany zostanie &#8211; fenomenalny pod względem formalnym i wyznaczający nowe ścieżki w ramach kina gatunków &#8211; <strong><em>Drive</em>. </strong>Wyjątkowe dzieło Winding Refna otrzymało tylko nominację za dźwięk. Polański z bardzo dobrą <strong><em>Rzezią</em> </strong>tym razem też pozostał na lodzie (przepadł cały rewelacyjny kwartet aktorski).<span id="more-164"></span></p>
<p>Taki obrót spraw nikogo nie dziwi. Dwa lata temu Akademia postanowiła powrócić do tradycji z przełomu lat 30. i 40. i najlepszy film roku wybierać z grona nie pięciu, a dziesięciu filmów. Ten krok nie był raczej wynikiem rosnącego potencjału amerykańskiej kinematografii, a bardziej wyrazem tęsknoty za złotymi latami Hollywood i pogonią za oglądalnością oscarowej gali, która z roku na rok kurczyła się coraz bardziej. Trochę trudno znaleźć jakiejś pozytyw płynące z tej decyzji. Do grona filmów dobrych i poprawnych (bo ostatnimi czasy trudno wśród filmów oscarowych znaleźć filmy chociażby zahaczające o wybitność) dołączyły koszmarki pokroju <strong><em>The Blind Side </em></strong>(reż. John Lee Hancock, 2009 r.), mdłe filmy w rodzaju <strong><em>Była sobie dziewczyna </em></strong>(reż. Lone Scherfig, 2009 r.), czy zwyczajnie filmy na doczepkę – <strong><em>Do szpiku kości </em></strong>(reż. Debra Granik, 2010 r.). Jeśli chodzi o porównanie tego co było dawno i tego co jest teraz, to Hollywood a.d. 2010 przegrywa z tym z lat 30. i 40. przez techniczny nokaut. Wystarczy rzucić okiem na zestawy nominowanych filmów z tamtych pięnych lat.</p>
<ul>
<li>W 1939 r. wygrało epickie <strong><em>Przeminęło z wiatrem</em></strong>, a w pokonanym polu pozostały m.in. <strong><em>Żegnaj Chips</em>, <em>Pan Smith jedzie do Waszyngtonu, Czarnoksiężnik z Oz, Dyliżans, </em></strong>czy<strong><em> Ninoczka</em></strong></li>
<li>1940 r. to największy oscarowy triumf notorycznie pomijanego przez Akademię Alfreda Hitchcocka; Oscara za najlepszy film zdobywa <strong><em>Rebeka</em>, </strong>wygrywając wyścig z takimi filmami jak <strong><em>Dyktator</em>, <em>Grona gniewu, </em></strong>czy <strong><em>Filadelfijska opowieść</em></strong></li>
<li>1941 r. – najlepsza okazuje się <strong><em>Zielona dolina </em></strong>Johna Forda, a tuż za nią dzieła pokroju <strong><em>Sokoła maltańskiego, Sierżanta Yorka</em>, </strong>a także sam <strong><em>Obywatel Kane</em></strong></li>
</ul>
<p>Wybitne filmy przeplatały się ze skończonymi arcydziełami. Przez ostatnie lata zaś po Oscara za najlepszy film sięgały dzieła ot po prostu dobre, by nie rzec poprawne. Dodatkowo nie zawsze najlepsze spośród grona nominowanych. W zeszłym roku <strong><em>Jak zostać królem</em></strong> Toma Hoopera okazał się lepszy niż dużo bardziej frapujący pod kątem formalnym <strong><em>Czarny łabędź </em></strong>Arronofsky’ego, czy też będący hołdem dla klasycznego westernu, ale odkrywający nowe sensy remake <strong><em>Prawdziwego męstwa </em></strong>Toma Hathawaya w reżyserii braci Coen. Lepszy był również zupełnie niefincherowski  <strong><em>The Social Network.</em></strong></p>
<p>W 2005 roku <strong><em>Tajemnica Brokeback Mountain </em></strong>Anga Lee – być może najambitniejszy wraz z <strong><em>Aż poleje się krew</em></strong> film z grona nominowanych w ostatnim dziesięcioleciu – przegrał z bardziej „amerykańskim” i nośnym tematycznie <strong><em>Crash</em> </strong>(tak, to były jeszcze czasy kiedy dyskurs homoseksualny przegrywał z publicystycznym zacięciem).<strong>  </strong>Jest to pewna prawidłowość, którą zwyczajnie trzeba przyjąć, żeby uniknąć rozczarowania.</p>
<p>Ukuto nawet pojęcia – „film oscarowy”, „oscarowa rola”, biorąc pod uwagę cechy, którymi powinny charakteryzować się filmy, tudzież kreacje aspirujące do zgarnięcia nagród Akademii. Obstawianie faworytów u bukmachera stało się dużo łatwiejsze.</p>
<p>Tegoroczna gala zapowiada się jednak… całkiem ciekawie. Jest kilka niewiadomych, które sprawiają, że warto czekać na decydujące rozstrzygnięcia. Bo w końcu nieczęsto zdarza się sytuacja, że głównym faworytem do zgarnięcia nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej jest film … belgijsko-francuski. I to na dodatek niemy. Nie wiem, na ile fenomen tego filmu wynika z tego, że jest on po prostu bardzo dobry (polska premiera pod koniec lutego, ale jest cień nadziei, że dystrybutor wyrobi się przed ceremonią), a na ile ze skutecznych zakulisowych działań braci Weinstein, którzy zajmują się dystrybucją <strong><em>Artysty</em></strong> na rynku amerykańskim. Może jednak stylowy film Hazanaviciusa przegra ze <strong><em>Spadkobiercami</em></strong> Payne’a, który już raz pukał do „nieba bram” ze swoimi <strong><em>Bezdrożami</em></strong>.</p>
<p>Czy dostrzeżenie przez Akademię Gary’ego Oldmana (pierwsza w karierze nominacja!) przełoży się na Oscara za rolę pierwszoplanową w <strong><em>Szpiegu</em></strong> (też zupełnie zignorowanym przy ogłaszaniu nominacji)? Czy też może pozłacany pan z mieczem powędruje do Brada Pitta (za rolę w <strong><em>Moneyball</em></strong>) – też wiecznie pomijanego i niestety wciąż przez wielu metkowanego jako aktora z „ładną buźką”.</p>
<p>Czy – skądinąd pretensjonalne – <strong><em>Drzewo życia</em></strong> Terrence’a Malicka, będzie trzecim (a pierwszym od czasów <strong><em>Marty’ego </em></strong>z 1955 roku) filmem, który w jednym sezonie ustrzeli Złotą Palmę i Oscara za najlepszy film? Oczywiście tylko w imię historycznej doniosłości.</p>
<p>A może wszystkich pogodzi Scorsese i wygra galę nie jedną ze swoich filmowych opowieści skąpanych w nowojorskim świecie „policjantów i złodziei”, a – świat się kończy!<em> </em>– filmem familijnym? Bo nagroda dla Spielberga za <strong><em>Czas wojny</em></strong> – chłodno przyjęty nawet w samych Stanach – to raczej sfera science-fiction.</p>
<p>Czy też wreszcie nagrodę dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego otrzyma spełniający właściwie wszystkie wymogi akademickiego gremium film, gdzie życie naznaczone piętnem wojny (i Holokaustu przede wszystkim) zmienia pragmatyka w Samarytanina? A może jednak górą będzie kameralne, ale bardzo sugestywne kino, pokazujące wydawać by się mogło odległą kulturę od zupełnie innej (bardziej świeckiej) strony niż zazwyczaj. Innymi słowy, czy lepsze okaże się <strong><em>W ciemności </em></strong>Holland, czy irańskie <strong><em>Rozstanie </em></strong>Asghara Farhadiego, nagrodzone już na zeszłorocznym Berlinale. A może inny film z grona piątki nominowanych?</p>
<p>Nie pozostaje nic innego jak czekać na rozstrzygnięcia &#8211; jak co roku. Po ogłoszeniu pewnie znów będziemy mogli powiedzieć sobie w myślach – też jak co roku – ‘wiedziałem, że tak będzie’.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;">Arkadiusz Kozieł</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://howl.org.pl/?feed=rss2&#038;p=164</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Retro&#8221; &#8211; 13th Floor Elevators</title>
		<link>http://howl.org.pl/?p=156</link>
		<comments>http://howl.org.pl/?p=156#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 03:04:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://howl.org.pl/?p=156</guid>
		<description><![CDATA[„Retro” dumnie rozpoczynam od teksańskiej grupy 13th Floor Elevators. Dlaczego właśnie od nich? Cóż, nazwijmy to subiektywnością wyboru. W żadnym wypadku nie jest to wybór podyktowany chronologią. W końcu wcześniej był i Elvis, i Beatlesi, i Stonesi (z drugiej strony, ile można o nich pisać, prawda?). Co więcej, wcześniej od 13thFE istnieli artyści, których wpływ [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-157" title="13th Floor Elevators" src="http://howl.org.pl/wp-content/uploads/2012/01/13th.jpg" alt="" width="276" height="182" /></p>
<p>„Retro” dumnie rozpoczynam od teksańskiej grupy 13th Floor Elevators.</p>
<p>Dlaczego właśnie od nich? Cóż, nazwijmy to subiektywnością wyboru. W żadnym wypadku nie jest to wybór podyktowany chronologią. W końcu wcześniej był i Elvis, i Beatlesi, i Stonesi (z drugiej strony, ile można o nich pisać, prawda?). Co więcej, wcześniej od 13thFE istnieli artyści, których wpływ na współczesną muzykę jest trudny do przecenienia (sylwetki takich twórców jak Robert Johnson czy The Zombies również pojawią się w naszym cyklu). Niemniej, Teksańczycy zapoczątkowali coś, co &#8211; czysto teoretycznie – postawiło kropkę nad i w postrzeganiu muzyki w kategoriach sztuki. Zapoczątkowali rocka psychodelicznego.<span id="more-156"></span></p>
<p>Śmiem twierdzić, iż ich debiutancki LP „The Psychodelic Sounds of the 13th Floor Elevators” (listopad 1966) to w gruncie rzeczy pierwszy, czysto psychodeliczny album w historii rocka. Psychodeliczny biorąc pod uwagę warstwę muzyczną, jak i tekstową. Psychodeliczny, a nie stylizowany na psychodelię. Jeśli dodamy do tego jedno z pierwszych użyć słowa „psychodelic” w odniesieniu do muzyki popularnej (i to w tytule albumu!), dostajemy wykonawcę, któremu warto przyjrzeć się z bliska.</p>
<p>Na początku był Teksas. Wyobraźmy sobie grupę muzyków, którzy w dusznym, parnym i jakże męskim stanie zapuścili długie włosy, popalali marihuanę i przyjmowali tyle nielegalnych substancji stymulujących, ile dusza zapragnie. Oczywistym jest, że nie było to miejsce dla nich. Jednakże to właśnie tam, na samym Południu, założyli oni grupę muzyczną, której wpływ na scenę tzw. acid-rocka (oraz na późniejszych twórców, <em>vide</em> Billy Gibbons z ZZ Top czy Primal Scream) jest zauważalny nawet dzisiaj.</p>
<p>Szkielet zespołu tworzyli gitarzysta i wokalista Roky Erickson, grający na czajniku autor tekstów utworów Tommy Hall oraz gitarzysta Stacy Sutherland. Zwłaszcza dwóch pierwszych uważa się za absolutną podstawę, niemalże esencję 13thFE. Erickson – żywiołowy frontman grupy (która <em>notabene</em> odcinała się od wskazywania konkretnej osoby jako lidera), ze swoim charakterystycznym, szaleńczym zaśpiewem (niektórzy sugerują wręcz, że będącym inspiracją dla innego rodowitego teksańskiego wokalisty, niejakiej Janis Joplin) oraz pełną temperamentu osobowością; Hall, urozmaicający repertuar zespołu grą na czajniku, wyróżniając w ten sposób grupę spośród tych wyrastających jak grzyby po deszczu wkrótce po Brytyjskiej Inwazji.</p>
<p>No właśnie – brzmienie zespołu. Proste, momentami wręcz prymitywne, oparte raczej na atmosferze (ponownie kłania się tutaj duet Erickson-Hall) aniżeli na melodii. Dźwięki gitar ekstatyczne, żywiołowe i… chyba nic ponadto. W czym więc rzecz? Ano w tym, że 13thFE jako pierwszym udało się tak skonsolidować muzykę i tekst, że wyszła z tego mieszanka, która z otwartymi ramionami została przyjęta przez hippisowską młodzież Ameryki. Mieszanka muzycznie oddająca zawirowania tamtejszych czasów, lirycznie zaś przemawiająca do odbiorcy potrzebą duchowego odnowienia, posiadająca własną filozofię życia, bazującą na egzystencjalizmie oraz pseudo-mistycyzmie. Już zresztą wkładka do wspomnianego już, debiutanckiego albumu grupy, zawierała napisaną przez Halla wykładnię postawy, niejako legitymizując ciągoty członków zespołu do (nad)używania narkotyków, zwłaszcza LSD (we wkładce pisze się m.in. o wpływie narkotyku na wyższy stopień świadomości człowieka).</p>
<p>13th Floor Elevators stanowią jednak przykład zespołu, którego filozofia postępowania doprowadziła do jego przedwczesnej śmierci. O ile bowiem rewolucyjny debiut powstawał w dość przyjaznych warunkach, o tyle prawdopodobnie najlepszy album grupy, drugi LP „Easter Everywhere” (listopad 1967), ze swoim epickim transcendentalnym „Slip Inside This House” oraz przeróbką Dylana „(It’s All Over Now) Baby Blue”, nagrywany był w trakcie zmagania się członków zespołu z coraz większym uzależnieniem od narkotyków.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=nwSA0Tckwbk">13th Floor Elevators &#8211; &#8222;Slip Inside This House&#8221;</a></p>
<p>Wewnętrzne napięcia (przodował w nich zwłaszcza Hall, ze swoją filozofią podbudowaną LSD) oraz aresztowanie Ericksona pod zarzutem posiadania marihuany położyły kres karierze grupy. Wokalista zresztą – chcąc uniknąć odsiadki – zdecydował się na uznanie go za niepoczytalnego i pobyt w szpitalu psychiatrycznym, co w jednoznaczny sposób zakończyło rozdział 13th Floor Elevators. Wydany w styczniu 1969 roku trzeci album „Bull of the Woods” to istny łabędzi śpiew zespołu. Wkład Ericksona w płytę zamknął się w czterech utworach (na jedenaście), Halla praktycznie tam nie ma, zaś obowiązki kompozytorskie wziął na siebie Sutherland, ukierunkowując grupę w stronę bluesa.</p>
<p>Wyjątkowa grupa o wyjątkowo złej sławie (naciski Tommy’ego Halla doprowadziły do nagrywania oraz grania koncertów pod wpływem LSD, co – w drugim przypadku – przyniosło liczne kontrowersje) znalazła w późniejszym czasie dość spory oddźwięk. W 1990 roku blisko 20 zespołów (wliczając ZZ Top, R.E.M czy Jesus and Mary Chain) nagrało utwory 13thFE na jeden z wielu <em>tribute-</em>albumów pt. „Where the Pyramid meet the Eye: A Tribute to Roky Erickson”, grupy <em>stoner</em>-rockowe (w tym Queens of the Stone Age) wymieniają Elevators jako jedną z najwazniejszych inspiracji, a Johnny Depp w wywiadzie dla Esquire Magazine w 2005 roku powiedział: „Roky Erickson i 13th Floor Elevators, grupa z Teksasu. Byli praktycznie pierwszą psychodeliczną grupą rockową. 1965 rok. Jeśli słuchasz ich rzeczy – zwłaszcza Ericksona i jego głosu – i słuchasz wczesnych Zeppelinów, to wiesz, że Robert Plant kopiował absolutnie wszystko od Roky’ego Ericksona. To niesamowite.”</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dyskografia:</p>
<p>-&gt; The Psychodelic Sounds of the 13th Floor Elevators (1966)</p>
<p>-&gt; Easter Everywhere (1967)</p>
<p>-&gt; Bull of the Woods (1968)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="right">Michał Wężyk</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://howl.org.pl/?feed=rss2&#038;p=156</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O &#8222;Retro&#8221;</title>
		<link>http://howl.org.pl/?p=154</link>
		<comments>http://howl.org.pl/?p=154#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 18:26:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://howl.org.pl/?p=154</guid>
		<description><![CDATA[Tak jak zapowiadaliśmy, przedstawiamy Wam, drodzy Czytelnicy, pierwszy z kliku cyklów artykułów, które regularnie będą pojawiać się na HOWL-u. Tym pierwszym cyklem jest &#8211; wspomniane wcześniej &#8211; &#8222;Retro&#8221;. Pomysł cyklu wziął się z naturalnej potrzeby eksploracji historii muzyki rozrywkowej (terminu tego używamy na określenie całego spektrum zespołów &#8211; tych z mainstreamu i tych bardziej undergroundowych), [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak jak zapowiadaliśmy, przedstawiamy Wam, drodzy Czytelnicy, pierwszy z kliku cyklów artykułów, które regularnie będą pojawiać się na HOWL-u.</p>
<p>Tym pierwszym cyklem jest &#8211; wspomniane wcześniej &#8211; &#8222;Retro&#8221;.</p>
<p>Pomysł cyklu wziął się z naturalnej potrzeby eksploracji historii muzyki rozrywkowej (terminu tego używamy na określenie całego spektrum zespołów &#8211; tych z mainstreamu i tych bardziej undergroundowych), dotarcia do wykonawców, którzy &#8211; choć mniej bądź tylko powierzchownie znani &#8211; w określony sposób przyczynili się do rozwoju muzycznej popkultury. Jak się okazuje, zespoły te niezwykle często miały ogromny wpływ na grupy, których popularność tak łatwo można zmierzyć ilością sprzedanych płyt. Czyli milionami. Czyli obecnością w szeroko pojętej świadomości szeregowego odbiorcy.</p>
<p>Zespoły, które zamierzamy Wam przedstawić nierzadko pokrywa już gruba warstwa kurzu zapomnienia. Jakże niesłusznie! Ich muzyka to dowód na to, jak różnorodna, ale i nieprzewidywalna jest historia współczesnej muzyki. Różnorodna, bowiem wykonawcy ci często prezentują szeroki wachlarz stylistyczny. Nieprzewidywalna, bo słuch o prekursorach danego kierunku czy stylu często ginie pod naporem bardziej spektakularnej obecności ich naśladowców.</p>
<p>Mamy szczerą nadzieję, że cykl ten zachęci naszych Czytelników do bardziej wnikliwej analizy historii muzyki rozrywkowej, do zapoznania się z twórczością przedstawianych przez nas wykonawców, do wyciągnięcia wniosków.</p>
<p>Liczymy również na dialog, na propozycje grup czy solistów, którzy mogliby uświetnić swoją obecnością nasz skromny blog.</p>
<p style="text-align: right;">Redakcja</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://howl.org.pl/?feed=rss2&#038;p=154</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

